---
title: "O mnie"
author: "Jakub Ćwirlej"
id: about-me
language: pl
url: "https://jakubcwirlej.com/pl/articles/about-me.md"
page: "https://jakubcwirlej.com/pl/"
translations:
  en: "https://jakubcwirlej.com/articles/about-me.md"
  fr: "https://jakubcwirlej.com/fr/articles/about-me.md"
  nl: "https://jakubcwirlej.com/nl/articles/about-me.md"
updated: 2026-10-14
words: 695
summary: "Osobisty portret, w którym autor opisuje siebie jako kogoś, kto unika sztywnych poglądów, i uważa to za atut dziennikarza lub badacza. Przedstawia swoją drogę od pracowni artystycznej dziadka i młodzieńczego planu zostania wykładowcą filozofii do 20 lat pracy reportera Telewizji Polskiej, a dziennikarstwu przypisuje to, że pomogło mu pokonać lęk przed oceną. Pisze też o rodzinie, ulubionych książkach i muzyce oraz o niedawnej przeprowadzce do Belgii, niedaleko Gandawy."
summary_type: editorial
---

# O mnie

Jakub Ćwirlej · język tekstu: PL · 695 słów

## Streszczenie (redakcyjne)

Osobisty portret, w którym autor opisuje siebie jako kogoś, kto unika sztywnych poglądów, i uważa to za atut dziennikarza lub badacza. Przedstawia swoją drogę od pracowni artystycznej dziadka i młodzieńczego planu zostania wykładowcą filozofii do 20 lat pracy reportera Telewizji Polskiej, a dziennikarstwu przypisuje to, że pomogło mu pokonać lęk przed oceną. Pisze też o rodzinie, ulubionych książkach i muzyce oraz o niedawnej przeprowadzce do Belgii, niedaleko Gandawy.

## Najważniejsze punkty (redakcyjne)

- Większość życia mieszkał w Polsce; karierę zaczynał w redakcji jako dziennikarz i montażysta.
- Nie skończył studiów, a swoją pierwszą aplikację, OrsonAI, nazywa niewypałem; ceni umiejętność zmiany kursu.
- Kreatywność oznacza dla niego budowanie czegoś całkowicie od zera.
- Za swoją największą wadę uważa brak inteligencji emocjonalnej.
- Wymienia „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk, Marcela Prousta, Arvo Pärta, zespół L’Arpeggiata oraz Bacha w wykonaniu pod dyrekcją Philippe’a Herreweghe’a.

## Pełny tekst (słowa autora)

Mówienie o sobie nigdy nie przychodziło mi łatwo. Przede wszystkim dlatego, że mam poczucie, iż wciąż niewiele o sobie wiem. Mam czterdzieści lat z okładem i nadal nie mam wyrobionego zdania na większość spraw, które ludzie uważają za „definiujące”. Zawsze staram się dopuszczać wiele punktów widzenia i nie przywiązywać się do żadnego na dłużej, niż jest on w stanie wytrzymać opór rzeczywistości. Choć dla wielu osób taki brak twardych, niezmiennych poglądów może wydawać się wadą, uważam, że dla dziennikarza czy researchera to największa zaleta.

Przez większość życia mieszkałem w Polsce. Moja przygoda z wizualnym opowiadaniem historii zaczęła się w pracowni artystycznej mojego dziadka – niemal świętej dla mnie przestrzeni, gdzie zrozumiałem, jak wielką siłę rażenia potrafi mieć pojedynczy obraz. Moja ścieżka zawodowa rozpoczęła się jednak w newsroomie, od pracy dziennikarza i montażysty wideo. To doświadczenie pozwoliło mi poznać od podszewki każdy aspekt telewizyjnego rzemiosła i ukształtowało mnie jako wszechstronnego twórcę. Przez 20 lat pracowałem jako reportażysta dla Telewizji Polskiej. To o tyle ironiczne, że przez całe dzieciństwo niewielu rzeczy byłem tak bardzo pewien, jak tego, że nie zostanę dziennikarzem – tak jak mój ojciec. Chciałem studiować filozofię i zostać wykładowcą akademickim. Życie i konieczność znalezienia zatrudnienia zweryfikowały te plany, ale to właśnie zdolność do adaptacji okazała się moją najważniejszą cechą. Znalazłem się w mediach i odnalazłem się w nich całkiem dobrze.

Dziennikarstwo mnie zdefiniowało. Nauczyło mnie dyscypliny i wytrwałości, ale przede wszystkim zadziałało jak wieloletnia terapia – wyleczyło mnie z dziecięcych traum. Przez lata bałem się odezwać do ludzi, których uważałem za mądrzejszych od siebie, paraliżowała mnie obawa przed oceną. Z dzisiejszej perspektywy bywało to wręcz komiczne, ale praca z kamerą i mikrofonem zmusiła mnie do konfrontacji z tym lękiem. Pracę w mediach cenię do dziś właśnie za to, że pozwala doświadczać świata wciąż na nowo. Daje możliwość ciągłego redefiniowania siebie i swojego miejsca w najróżniejszych kontekstach. To nieustająca przygoda.

Dla kogoś z zewnątrz mogę wydawać się osobą niestałą, może nawet niezdolną do dowożenia rezultatów. W końcu nie skończyłem studiów, a także moja pierwsza aplikacja – OrsonAI – okazała się niewypałem. Głęboko jednak wierzę, że w życiu trzeba bezustannie eksplorować możliwości i potrafić zrobić pivot wtedy, gdy przemawiają za tym okoliczności. Z drugiej strony, potrafię się potężnie zaangażować w projekty, w których widzę sens – fakt, że spędziłem 20 lat w jednej, niezwykle wymagającej branży, chyba najlepiej dowodzi, że traktuję to, co robię, bardzo poważnie.

Lubię zadania wymagające kreatywności. Wiem, że brzmi to oklepanie, a kreatywność może dziś oznaczać dosłownie wszystko, dlatego dla mnie to słowo ma bardzo konkretny wymiar: to rzucenie się na głęboką wodę i postawienie się w sytuacji, w której trzeba zbudować coś zupełnie od nowa. To właśnie dlatego tak bardzo ceniłem pracę reportażysty. Choć można odnieść wrażenie, że w reportażach przewijają się wciąż te same historie i ludzkie motywy, to dobry dokumentalista potrafi opowiedzieć o nich za każdym razem w zupełnie nowy, intrygujący sposób.

Jeśli miałbym wskazać swoją największą wadę, to z pewnością byłby to brak inteligencji emocjonalnej. Zupełnie „nie czytam pokoju”. Jeśli ktoś nie zakomunikuje mi czegoś wprost, najpewniej tego nie zauważę. To może wydawać się dość zabawne, ale ten paradoks sprawia, że pod tym względem bywam niezwykle wręcz podobny do sztucznej inteligencji.

A prywatnie? Największą radość daje mi rodzina. Obserwowanie, jak rozwijają się moje dzieci, to fascynujące doświadczenie. Mam jednak do siebie żal, że poświęcałem im dotąd zbyt mało czasu – to jedna z głównych rzeczy, które staram się teraz w swoim życiu zmienić.

Lubię czytać książki, które dają mi poczucie ciągłości. Takie, które pokazują, że choć zmieniają się epoki i dekoracje, w gruncie rzeczy dzielimy dokładnie te same radości i smutki z ludźmi, którzy żyli setki lat przed nami. Stąd moja fascynacja „Księgami Jakubowymi” Olgi Tokarczuk i twórczością Marcela Prousta. Moim wielkim marzeniem jest zresztą nauczenie się języka francuskiego na tyle dobrze, by móc w końcu przeczytać „W poszukiwaniu straconego czasu” w oryginale.

Kocham muzykę klasyczną – Arvo Pärta, zespół L'Arpeggiata, ale przede wszystkim kantaty i msze Bacha w wykonaniu Philippe'a Herreweghe. Od niedawna mieszkam w Belgii, całkiem blisko Gandawy, więc mam ogromną nadzieję, że wkrótce nadarzy się okazja, by usłyszeć jego interpretacje na żywo.

A poza tym? Lubię po prostu słuchać deszczu i patrzeć, jak trawa ugina się na wietrze. W zupełności mi to wystarcza.

---

Jakub Ćwirlej — Dziennikarz, który buduje z AI · na stronie: https://jakubcwirlej.com/pl/
Pełny kontekst: https://jakubcwirlej.com/context/pl.md · https://jakubcwirlej.com/llms.txt
